Jak pisałam w poprzednim poście wyruszyłam z mężem, dziećmi i teściami w pierwszy rajd rowerowy. Prywatny oczywiście :)
Oto kilka migawek.
Najpierw odwiedziliśmy zamek w Mirowie. Jest to jeden z najstarszych zamków na szlaku Orlich Gniazd, a w zasadzie są to ruiny. Zamek przeszedł w ręce prywatnego właściciela i jest powoli odbudowywany.
Potem na błękicie nieba zobaczyłam...latawiec :)
Na okolicznym stawku łabędzia
Za drucianym płotem psa ze smutnymi oczami
Pierwszy tegoroczny wyjazd rowerowy był udany. Niestety dzień następny mniej. Zakwasy, zakwasy i jeszcze raz zakwasy. Nie ma lekko :)




Nie ma lekko, fakt :)
OdpowiedzUsuńZamek w Mirowie chętnie bym obejrzała, ale...no właśnie wciąż to "ale", a psiak za ogrodzeniem...eh, smutne oczy ma, fakt...latawców na niebie nie widziałam "setki" lat ;) a wiosna? eh, pachnie ziemia, pachnie kwiecie, nic tylko cieszyć się życiem i kolejną podarowaną wiosną :)
Serdeczności :)
Blisko siebie chyba mieszkamy. Bo skoro rowerem dotarłaś do zamku w Mirowie to znaczy, że blisko masz. Ja mam do niego ok. 50 km.
OdpowiedzUsuńŚwietne migawki :)))
Pozdrawiam :)))
Fotografuję co się da. Żółte kwiecie, zwane pospolicie mleczem, wszędzie ozłaca trawniki.
OdpowiedzUsuńU Ciebie kolejne ruiny, nieznanego mi zamczyska. Wyglądają pięknie na tle nieba. Czy w przeszłości nikt nie miał wrogów, tylko nas, Polskę?
Pozdrawiam:)